8/17/2017 Anity, Elizy, Mirona


KOCHAJCIE POLSKE ZA KTORA ZGINAL MOJ OJCIEC ...

  Kochajcie Polskę, za którą zginął mój ojciec     
24.11.2010.

Nie dowiedziała się, gdzie jest pochowany jej ojciec. Nie mogła nawet zapalić świeczki na jego grobie
 Kochajcie Polskę, za którą zginął mój ojciec
 
Z Aliną Czerniakowską, autorką filmów dokumentalnych o gen. Auguście Fieldorfie "Nilu", rozmawia Bogusław Rąpała
 Odejście Marii Fieldorf-Czarskiej to dla Pani odejście przyjaciela?
 
- Dla mnie to wiadomość bardzo trudna. W 1991 r., kiedy kręciłam swój pierwszy film dokumentalny o ojcu pani Marii, gen. Fieldorfie "Nilu", jednocześnie udało mi się pozyskać jej serce. Przez te wszystkie lata była mi osobą bardzo bliską. Zawsze mogłam zwrócić się do niej o pomoc i radę, których mi nigdy nie odmówiła. Była dla mnie autorytetem i kimś bardzo bliskim. Jest mi niezwykle ciężko. To był ktoś niesamowity.
 
Jej postawa budziła szacunek, szczególnie wśród młodzieży, z którą się często spotykała...
 
- Pamiętam spotkanie pani Marii ze studentami na Uniwersytecie Łódzkim, gdzie pokazywany był mój film. Młodzież na początku rozmawiała i hałasowała, ale kiedy pani Maria zaczęła przemawiać swoim ciepłym i młodym głosem, na sali zapanowała cisza i skupienie. Mówiła do nich: "Kochajcie Polskę, bo mój ojciec za tę Polskę zginął!". Zachęcała do szukania prawdy oraz porzucenia złudzeń, że usłyszą ją od wrogów Narodu Polskiego. Pamiętam jak dziś te słowa. I podkreślała, że całe swoje życie wiedziała, że musi być wierna temu, co przekazał jej ojciec. To było niesamowite przesłanie, które wywołało wzruszenie i wiele pytań od młodych ludzi. Często miałam możliwość obserwowania jej spotkań z młodzieżą, w szkołach i na uniwersytetach. Jej wystąpienia rozjaśniały młodym w głowach, bo stał przed nimi ktoś, kto przeżył bardzo wiele. Opowiadała im, że kiedy zabito jej ojca, ona była w ich wieku. Mówiła, że zabili go za to, że do końca służył Polsce i nie dał się namówić na zdradę. Młodzi ludzie mogli przez to zrozumieć prawdziwe znaczenie słowa "ojczyzna". Kiedy tego słuchałam, byłam gotowa dosłownie uklęknąć i ucałować jej ręce za to, co mówiła i robiła. Teraz pozostaje mi tylko jej za wszystko bardzo podziękować. Wszyscy powinniśmy jej dziękować i przekazywać jej przesłanie dalej.
 
Zawsze była wierna wyznawanym wartościom...
 
- I tak było zawsze, gdziekolwiek się pojawiła. Ona była osobą, która swoim życiem udowodniła, że to, za co zginął jej ojciec, jest najwyższą wartością. A zginął za miłość do Ojczyzny, wierność zasadom i zachowanie się z godnością i honorem do samego końca. I ona taka była. Takie było jej życie. I myślę, że była bardzo potrzebna, nam, Polsce, wszystkim żyjącym w naszym kraju, którym o coś chodzi i którzy walczą, żeby w Polsce było normalnie, żeby zwyciężała prawda i żeby ludzie, którzy dla niej pracowali i pracują, mieli właściwe miejsce. Była osobą, która swoim nazwiskiem świadczyła, iż to, co mówi, jest bezdyskusyjną prawdą. Tym się kierowała przez całe życie...
 
...które nie należało do łatwych.
 
- Dużo z nią rozmawiałam i wiem, że jej życie było bardzo ciężkie. Najpierw tragedia związana ze straceniem jej ojca, a potem, o czym mało kto wie - jej rodzinie i innym, którzy znaleźli się w podobnej sytuacji, było bardzo trudno żyć z powodu prześladowań, jakie ich spotkały ze strony komunistów. To wszystko miało związek z tym, że stali sie wrogami władzy ludowej, ludźmi niewygodnymi, którzy mówili prawdę o osobach odpowiedzialnych za mord na gen. Fieldorfie, i które były winne wielu innych zbrodni. Właśnie pani Maria należała do tych, którzy nie chowali głowy w piasek. Ona zawsze miała odwagę powiedzieć prawdę, niezależnie od sytuacji, czasów i rządów. Pisała listy do prezydenta Lecha Kaczyńskiego, premiera Donalda Tuska. Była osobą szanowaną. Mam te listy i nie tak dawno je przeglądałam. Wszystko, co napisała, było krótkie, ale bardzo sensowne. Jest mi bardzo żal, że odchodzą właśnie tacy ludzie, których nikt nie zastąpi.
 
Maria Fieldorf całe życie poświęciła temu, aby pokazać światu prawdę o swoim ojcu. Jednak nie doczekała rzetelnego procesu morderców generała Fieldorfa "Nila"...
 
- W moim filmie "W sprawie generała Fieldorfa" pokazałam, jak przez dziesięć lat niestrudzenie przemierzała sądowe korytarze i jak wielkim smutkiem napełniało ją to, że kolejne rozprawy były umarzane. Kolejni świadkowie umierali, a żyjący oprawcy byli uniewinniani. Do końca nie dowiedziała się również, gdzie jest pochowany jej ojciec, nie mogła nawet zapalić świeczki na jego grobie. Ale ona nie rezygnowała w dochodzeniu prawdy i sprawiedliwości. Ta jej działalność przyniosła ogromne efekty. Bez jej zaangażowania sprawa gen. Fieldorfa "Nila" nie byłaby tak bardzo znana i nie zainteresowałoby się nią tak wielu reżyserów. Wiedzę o swoim ojcu przekazała Polsce i światu. Obecnie jeden z moich filmów: "On wierzył w Polskę", jest tłumaczony na język angielski. Tak bardzo chciałam jej o tym powiedzieć, ale nie zdążyłam.
 
To jest jej zwycięstwo.
 
- Takich zwycięstw jest wiele. Walczyła o wskazanie winnych śmierci jej ojca i mimo że nie byli sądzeni, to jednak świat poznał ich nazwiska. Kiedyś jednemu z dziennikarzy z telewizji BBC powiedziała, że chciałaby zapytać Helenę Wolińską, dlaczego tak nienawidziła Polaków. Słowa, które wypowiadała, były mocne, ale jakże bardzo prawdziwe i potrzebne. Bo całe jej życie było prawdziwe. To, co nosiła w sercu, wyrażała na zewnątrz. Czuję ogromny żal, że nie będzie ludzi, którzy mogą całym sobą i swoim życiem świadczyć o tym, jak było naprawdę. Ale myślę, że wiele udało jej się przekazać i zostało to zapisane w filmach i różnego rodzaju dokumentach. No i do nas należy teraz, aby to, co mówiła, nie zaginęło.
 
Jej życie było niestrudzoną służbą dla innych. Do ostatnich chwil była bardzo aktywną osobą.
 
- Rozmawiałam z nią jeszcze w ubiegłym tygodniu, podawała mi różne telefony, opowiadała o uroczystości w Krakowie z okazji nadania wojskom specjalnym imienia jej ojca i o tym, jakie szkoły chciałyby z nią zorganizować spotkanie. Obiecywała sobie, że gdy tylko się lepiej poczuje, przyjmie te wszystkie zaproszenia. Ona tym wszystkim żyła, była tak niezwykle sprawna i bystra, jeśli chodzi o sposób myślenia, że wielu młodych mogłoby jej tego pozazdrościć. Tryskała energią.
 Niestety, wiadomo, że tacy ludzie dla wielu osób są bardzo niewygodni. Nie tak dawno jeden z dziennikarzy powiedział pani Marii, że jest przewrażliwioną, starszą panią. I wtedy pomyślałam sobie, że są w naszym kraju ludzie, którym takie osoby jak pani Maria przeszkadzają i których najchętniej posadzono by gdzieś na szarym końcu. Jest to po prostu obrzydliwe. Dzieje się tak dlatego, że jeśli ktoś odważnie mówi rzeczy niewygodne, a na dodatek poprze to świadectwem swojego życia - tak jak to robiła pani Maria - to takie słowa stają się niezbitymi dowodami na prawdę. Komuś, kto tej prawdy nie może znieść, pozostaje tylko powiedzieć, że osoba ją wypowiadająca jest niepoczytalna i nie należy jej słuchać. Natomiast chciałabym bardzo mocno podkreślić, że każde działanie pani Marii, każde jej wystąpienie było starannie przemyślane, bardzo mocne, prawdziwe i poruszające.
 
Pani Maria - gorąca patriotka, na pewno silnie przeżywała aktualne wydarzenia w naszej Ojczyźnie.
 
- W ostatnich dniach, kiedy wróciła ze szpitala, rozmawiałam z nią na temat bieżących wydarzeń w naszym kraju. Stwierdziła z wielkim smutkiem, że nie widzi perspektyw, aby mogło być lepiej. Pocieszałam ją, że na pewno będzie dobrze, bo jest wielu mądrych ludzi w Polsce i na pewno wszystko ma jakiś sens.
 
Była bardzo zdumiona i rozczarowana tym, kto ostatnio otrzymał Order Orła Białego. Wspominała, jaka była dumna, kiedy dwa lata temu z rąk prezydenta Lecha Kaczyńskiego odbierała to odznaczenie dla swojego ojca. Taktowała je jak największy skarb. Nie mogła się pogodzić z tym, że teraz tacy ludzie dostali ten sam order. Mówiła, że to, co się teraz dzieje w Polsce, jest oparte na jednym wielkim kłamstwie. To bardzo znamienne, że takie osoby, jak Maria Fieldorf czy Zofia Korbońska, którą również poznałam w trakcie kręcenia moich filmów, tak bardzo przygniotła tragedia pod Smoleńskiem. One nie mogły się z tym pogodzić. Myślę, że są to osoby tej samej wysokiej klasy, mające kręgosłup moralny. Osoby z przedwojennym wychowaniem mające tę jedyną w swoim rodzaju umiejętność rozpoznania prawdy, wczucia się w rytm bicia serca naszej Ojczyzny. Pani Maria często mówiła, że kocha Polskę. W jej ustach te słowa brzmiały bardzo naturalnie i prawdziwie.
 

Dziękuję za rozmowę.
 Nasz Dziennik - 23 listopada, Nr 273 (3899)